wtorek, 4 października 2016

07. Pewność.

 Nie mam zdania na temat słów tego gościa [papieża], ale najbardziej zdumiewające jest dla mnie to, że w XXI wieku, gdy ludzie latają w kosmos, przy całym dorobku psychologii, gdy niewątpliwie następuje rozwój cywilizacyjny na wielu frontach, wydawać by się mogło, że ludzie zajmują swoje umysły jakimiś niesłychanie innowacyjnymi myślami i skomplikowanymi zagadnieniami, ale nie, nadal najbardziej zajmującym i budzącym największe emocje zagadnieniem jest "czy homoseksualizm jest aby naturalny". Mam obawy co do przyszłości naszego gatunku.

 W tej pewności siebie, tego, kim się jest, tkwi największa siła. To najwięcej znaczy. Żadne straszenie piekłem, grzechem, rozwodem, odsunięciem się, nie jest tak straszne, kiedy się nie wahasz - kiedy doskonale wiesz, że jesteś jaki jesteś i tego nie zmienisz, i zaakceptujesz to, w dodatku kiedy do tego wszystkiego potrafisz być szczęśliwy z tym kim jesteś i jeszcze szczęśliwszy myśląc o tym, kim jeszcze możesz się stać, jakie możliwości masz do stania się lepszym i polepszenia swojego życia.

 Nigdy nie byłem jakiś super szczególnie atrakcyjny i miałem na tym punckie mnóstwo kompleksów, dopóki problemem nie okazało się coś dużego, znaczącego, znacznie większego niż te drobne komplesy, a o czym nie wiedziałem - płeć w środku mnie, niepasująca do aktualnej, tej "biologicznej" Podobno ludzie sami sobie wybierają problemy z którymi muszą się zmierzyć, jeszcze zanim się narodzą - po to, żeby przeżyć świat cały, w całym jego absolucie, w wymiarze wszystkich trudności, i uświęcić się tym samym (jest to bodajże pogląd taoistów, ale zauważcie, jakie podobieństwo do chrześcijaństwa, gdzie mówi się o nadstawianiu drugiego policzka by stać się świętym - taka trochę niedopracowana wersja bez reinkarnacji). Ogółem to mam dużo mądrych rzeczy w głowie ale niestety rzadko pamiętam źródło. Często myślę o tej teorii.
 Jak mówiłem, nigdy nie byłem szczególnie atrakcyjny, ale po niemalże naprostowaniu swojej płci, poszerzyły mi się horyzonty myślenia. Zrozumiałem, że 70% atrakcyjności bierze się z tego, czy ktoś o siebie dba, a nie z jaką twarzą się urodził. I nie wystarczy mydło i woda, chodzi mi naprawdę o zadbanie o siebie, o zainteresowanie tym, co modne, o przeznaczenie oszczędności na coś dla swojego wyglądu zewnętrznego, a nie kolejną mangę czy coinsy do gry. Tyle, że nie każdy odczuwa potrzebę zrobienia czegoś z sobą. Ale ogólnie to o, proszę, właśnie przedstawiłem tajemnicę bycia choć odrobinę piękniejszym człowiekiem.

 A teraz opowiem swój wczorajszy dzień, bo był popierdolony.

 Wracałem sobie spokojnie do domu tramwajem, kiedy nagle ktoś dzwoni do mnie. To Klaudia. W zmieszaniu, roztrzęsieniu i jednocześnie dziwnym ni-to-śmiechu mówi mi "Adrian, mój kolega z pracy, nie ma mieszkania i od kilku dni śpi w hotelu, i mówi, że je co 4 dni i zostało mu 700 zł i prosi, żebyśmy go przenocowali". Ten sam chłopaczyna, że tak dodam, jakiś tydzień temu około miał zagościć w nasze skromne progi, by obejrzeć pokój i zdecydować się na jego wynajem, ale wychujał mnie i powiedział (jak już stałem na dworze i czekałem na niego na przystanku, by stosownie go przywitać i wprowadzić), że nie przyjedzie jednak. I to nawet nie mi, tylko jej. W każdym razie pokręciłem nosem, ale mam dobre serce, i wiem, jak mi samemu było ciężko na początku i jak płakałem po nocach, że nie ma na nic pieniędzy. Tak, krótko mówiąc, zgodziłem się. Chłopaczyna przyjechał zanim na dobre usiadłem na krześle by skonsumować obiad. Oczywiście musiałem po niego wyjść. Po obejściu dookoła całego osiedla, bo nie wiedziałem, gdzie on wylądował, zobaczyłem z 4 wielkie kartony i 3 walizki oraz coś co wyglądało jak wielkie koło i do teraz nie mam pojęcia czym jest. A przy tych wielkich kartonach stał on, dwukrotnie ode mnie wyższy (no przynajmniej tak mi się wydawało) oraz taksówkarz, podejrzanie uśmiechnięty połową ust. Nigdy nie ufam ludziom uśmiechającym się połową ust. Wyciągnął do mnie rękę i powiedział "Adrian jestem miło mi", na co ja zmieszany "Miło mi". I teraz pytanie nad pytaniami, dlaczego się sam nie przedstawiłem? Cóż, wystraszyłem się. Ze stali nie jestem, mój drżący damski głos mnie zdradzał, i bałem się kpiących uśmiechów, gdybym powiedział z grubej rury wbrew temu głosowi i wzrostowi "No więc Oskar jestem". Po prostu się wystraszyłem.
 Ale no nic, musiałem poudawać męskiego i wnieść z nim te kartony i walichy do mieszkania. Klaudia z tego przejęcia przypaliła ziemniaczki. Z założenia mieliśmy spać tak, że my we dwoje na jednym łóżku a on na drugim w tym samym pokoju, a kiedy matka by przyszła, to jeszcze mogłaby poużywać swojego pokoju, zanim się wyprowadzi. Rzeczywistość, oraz ilość kartonów, walizek i wielkość tajemniczego koła przytłoczyły, oraz wypchnęły naszą dwójkę, dla której już miejsca w pokoju nie było (chyba, żeby zacząć praktykować parkour i przeskoczyć jakoś cały ten mur by dostać się do drugiego łóżka). Chciałbym jeszcze dodać, co jest istotne, że ilekroć próbowałem ją przytulić, pocałować, odsuwała się. Narobiła mi tym wstydu, bo nie jest to nic fajnego, kiedy Twoja laska odsuwa się od Ciebie przy gościu, jakbyś co najmniej chorował na jakąś mocno zakaźną chorobę. Ta, poczułem się poniżony.
 W końcu, po kąpielach, ścielimy łóżko ścielimy, w tym pokoju matki oczywiście, Wtem ona do mnie "naciągnij to prześcieradło tam mocno" na co ja "naciągnąć to mi możesz chuja" - co miało być sarkastyczno-ironiczną odpowiedzią i znaczyło mniej więcej "prześcieradło jest za krótkie". Ona oczywiście załapała ten żarcik, ale kolega stojący wówczas w przedpokoju popełnił swój pierwszy oraz prawdopodobnie największy błąd życia. Skomentował to mianowicie w ten oto sposób: "najpierw trzeba go mieć, tak tylko mówię". Wtem, poza wstydem którego już narobiła mi Klaudia, poczułem falę złości i... szoku. I poczułem się po raz pierwszy, ale nie ostatni tego wieczoru, poniżony.
 Około drugiej w nocy dostałem opierdol od Klaudii za to, że się Adrianowi nie przedstawiłem. Tak, pochwalił się jej. Nie zrozumiała mnie totalnie tylko po prostu opierdoliła. Później wspomniałem sytuację, kiedy wyrywała się z moich objęć, i dowiedziałem się, że wcale nie powiedziała mu, że jesteśmy razem, bo "to mogłoby być lesbijskie". To mogłoby być lesbijskie. Lesbijskie.
 I się wkurwiłem. A im bardziej się wkurwiłem i im bardziej się kłóciliśmy, tym po lepsze bronie sięgała by mnie zranić i w końcu rzuciła do mnie "Ty jesteś "aś", baba! A na bycie chłopakiem trzeba sobie zasłużyć!". I to mi dokurwiło już tak do sedna. Złapałem ją za gardło i powiedziałem, że ma się zamknąć, bo jest głupia, ale ZROZUMCIE mnie, to już było dla mnie znacznie, znacznie za dużo. Poza tym jak powiedział mój kolega "skoro ona postrzega Cię w ten sposób, to to nie było chamskie, że jej coś zrobiłeś - w końcu kobieta kobietę może uderzyć :)". I przyznałem mu rację.
 Teraz nie wiem gdzie będę spał ani jak to się potoczy, ale zakończeniem tej jakże urokliwej historii może być jej wstęp. Ten zaczynający się od słów "w tej pewności siebie".
 Czy to nie głębokie, że początek stał się końcem? Bardzo głębokie. Czasami uda mi się napisać coś mądrego.

A to tylko skierowania na w chuj drogie badania, oraz jeszcze-nie-opinia ale już jakieś stwierdzienie, z poważną pieczątką.